| Dla kogo Filharmonia? |
|
|
|
|
Podoba mi się projekt nowej szczecińskiej Filharmonii. Będzie piękna, smukła i stanie się zapewne kolejną tak zwaną wizytówką Szczecina. Cieszy mnie myśl, że naszych trzydziestu wiernych melomanów będzie mogło słuchać koncertów w nowiutkiej, pachnącej sali i wybrać sobie dowolne miejsce spośród tysiąca dostępnych foteli. Nie daje spokoju pytanie, czy nie znalazłoby się dziesięć (pięćdziesiąt? sto?) innych projektów, które z większym pożytkiem wykorzystałyby zarówno kwotę, jaką trzeba przeznaczyć na tak gigantyczną inwestycję, jak i roczne koszty utrzymywania instytucji, która – nie oszukujmy się – sama się nie sfinansuje. Nie potrafię sobie jakoś wyobrazić kolejek do kasy, odświętnie ubranych tłumów i zelektryzowanej dźwiękami publiczności. Czy ktoś odważy się podać średnią wieku miłośników muzyki klasycznej? Proszę mi wybaczyć niedelikatne pytanie – co się stanie z Filharmonią za kilkanaście lat? A konkretniej – kto będzie do niej chodził?
Lekcje muzyki w naszych szkołach są – delikatnie mówiąc – niezbyt inspirujące. Na apelach karne rządki dzieci z udręką wymalowaną na twarzach śpiewają smętnie: „Hej, Szczecińskie, jakie cudne”, akompaniując sobie na trójkątach. Bardziej cieszyłbym się, gdyby długowłosi młodzieńcy wyskandowali mi na Dzień Dziadka coś, z czego poczują się dumni. Widząc zażenowanie na ich twarzach, sam czuję się niezręcznie. |
| Zmieniony: piątek, 16 kwietnia 2010 13:45 |
